piątek, 17 lutego 2012

OSTATNIA RANDKA CASIDY

Casidy siedziała w swoim pokoju i szykowała się do wyjścia. Była strasznie podekscytowana. Przypomniała sobie że nie spytała go jak ma na imię. Zrobi to później. Wzięła szczotkę i przeczesała włosy. Pomalowała usta błyszczykiem i była gotowa. Podeszła do szafy i zaczęła w niej grzebać."One muszą tu gdzieś być. Przecież niedawno je kupiłam" myślała. W końcu znalazła. Znalazła swoje najlepsze rurki. Prosto z Włoch. Teraz zaczęła szukać bluzki. Znalazła po 2 minutach. Bluzka pochodziła z Francji. Kiedy się już ubrała spojrzała na zegarek. Była 18:45. Chłopak miał być za 15 minut.
- Casidy!. Córciu pośpiesz się - krzyknęła z dołu mama. Casidy szybko zeszła na dół. Kiedy spojrzała w stronę drzwi zarumieniła się. W drzwiach stał jej znajomy z którym była umówiona. Pomachała mu i zeszła. Kiedy była przy nim powiedziała do mamy;
- Nie wiem kiedy wrócę ale zabieram telefon ze sobą. Jak będę wracać zadzwonię. Pa!- krzyknęła wychodząc.
                                                                   ***
Szli prosto do lasu. Casidy spojrzała w niebo. Było bezchmurne i pełne gwiazd. Szli chwilę w ciszy aż doszli do umówionego miejsca. Casidy przeszły ciarki. To było miejsce gdzie znaleziono tamtą dziewczynę. Postanowiła odezwać się pierwsza.
- Mam małe pytanie - powiedziała niepewnie. Chłopak spojrzał na nią z uśmiechem.
- Dawaj - odpowiedział tym swoim dźwięcznym głosem. Casidy poczuła że uginają się pod nią kolana.
- Powiesz mi jak masz na imię - spytała troszkę zawstydzona. bała się jego reakcji. kiedy na niego spojrzała on wcale nie był wściekły tylko rozbawiony. Casidy odwdzięczyła uśmiech.
- No dobrze. Mam na imię Bill- powiedział z uśmiechem tylko ten uśmiech był bardziej tajemniczy. Casidy przeszły dreszcze.
 - Wiesz że tu popełniono morderstwo tej dziewczyny? - spytała się pokazując miejsce zbrodni. Bill uśmiechnął się powtórnie tym swoim tajemniczym uśmiechem. Widać było że specjalnie wybrał to miejsce. Casidy bała się tego miejsca odkąd popełniono tu morderstwo tej dziewczyny. Mama zawsze ją ostrzegała przed tym miejscem a ona tu nie chodziła szczególnie po zmroku. Teraz jednak tu była ale się nie bała bo Bill był tuż obok niej. Zatrzymali się pod jednym z drzew. Casidy oparła się o drzewo a Bill stał tuż przed nią. Casidy zamknęła oczy i poczuła jego chłodne palce na swojej szyi. Przeszedł ją lekki dreszcz. Czuła że Bill całuje ją po szyi. Odprężyła się. Chłopak tylko na to czekał. Obnażył swoje kły i wbił je w szyję Casidy. Dziewczyna zapiszczała z bólu i chciała się wyrwać.Szamotała się i wyrywała a on tylko zakrył jej usta rękawem. Casidy czuła się coraz słabiej. Ledwie spostrzegła przed sobą coś metalowego. Wyostrzyła wzrok i zamarła. Do jej szyi chłopak przystawiał nóż.Poczuła zimną stal przy swojej szyi. nagle ból tak okropny że zapiszczała. Spojrzała przed siebie. Stał tam Bill z ironicznym uśmieszkiem. Spojrzała w jego oczy. Były krwistoczerwone a z zębów kapała krew. Jej krew. Chłopak oblizał usta żeby nie było widać że to on zrobił. Ledwo jeszcze zauważyła że on ma rękawiczki na rękach. Ostatkiem sił dotknęła szyi. Była cała we krwi. Zamknęła oczy a jej bezwładne ciało opadło na ziemię. Chłopak podszedł bliżej ciała i szepnął jej do ucha:
- Biedna słodka Casidy . Taka urocza a jednak zbytnio ufna. Skończyła tak tragicznie. Szkoda - dodał ze śmiechem po czym skoczył na drzewo i pobiegł do domu. Ciało Casidy leżało na trawie pod drzewem . Nieruchome i martwe. Z szyi obficie lała się krew. Chłopak któremu zaufała podciął jej gardło. Zabił ją i uciekł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz