W komisariacie policji wszyscy policjanci byli zabiegani z powodu kolejnego morderstwa. Komisarz Alex Sullivan przybrany ojciec Izabel i Jennifer siedział za biurkiem i pisał coś na kartce. Dokładnie odebrał telefon od zmartwionej matki Casidy. Pisał na kartce to co kobieta mu mówiła. Takie najważniejsze szczegóły.
- Proszę się uspokoić. Znajdziemy pani córkę. Proszę tylko powiedzieć dokąd poszła i z kim. - mówił komisarz.
- Casidy wyszła wczoraj na randkę. Przyszedł po nią jej kolega. Powiedziała że nie wie kiedy wróci ale zadzwoni. Kiedy zadzwoniłam ona nie odebrała. - zaczęła szlochać kobieta. Komisarz zaczął pisać.
- Proszę mi powiedzieć jak miał na imię ten chłopak albo go opisać - poprosił komisarz. W słuchawce zapanowała cisza. Po chwili odezwała się kobieta.
- Nie wiem jak miał na imię ale mogę go opisać.Był wysoki. Ubrany cały na czarno. Casidy mówiła że jest nowy i chodzi do jej klasy razem ze swoim bratem. Miał na głowie kaptur i ciemne przeciwsłoneczne okulary.
- Wie może pani coś jeszcze? - spytał. Coś świtało mu w głowie.
- Nie ale proszę odnajdźcie moją córkę - zaszlochała kobieta.
- Proszę przeszukać las a my za chwilę dołączymy. Dobrze?
- Dobrze. - powiedziała kobieta i się rozłączyła.Komisarz odłożył słuchawkę. Poszedł do Porucznika.
- Derek mógłbyś mi powiedzieć coś na temat tego chłopaka?- spytał się swojego najlepszego przyjaciela. Derek tylko spojrzał na kartkę.
- Chyba wiem kto to może być.Poczekaj zobaczę co o nim piszą. Mam -krzyknął zadowolony.
-I co kto to jest? - spytał się Alex. Miał nadzieję że będą blisko rozwiązania tej zagadki.
- To nie jaki Bill Kaulitz. - odpowiedział Derek. Alex zmarszczył brwi.
- Powiesz mi coś więcej na ten temat? - spytał.
- Zgoda. Jest wysoki. Ma 17 lat ale niedługo skończy 18. Ma brata bliźniaka z którym chodzi do tej samej klasy co nasza ofiara. Jego brat ma na imię Tom ale on nam nic nie powie. Ma kruczoczarne włosy do ramion.
-Wiesz coś o jego rodzinie? Proszę poszukaj coś. Obiecałem matce tej ofiary że ją znajdziemy. Miejmy nadzieję że żywą.
- Ich ojciec miał na imię Alaric i został zamordowany. Matka miała na imię Samantha ale słuch po niej zaginął.To wszystko.
- Wiesz jak został zamordowany? -spytał się podejrzanie Alex
- Został podobno zagryziony przez wilki ale ja w to niewierze. Tylko to wiem nic więcej.
- Dzięki. Teraz musimy się zbierać. Jedziemy do lasu na umówione miejsce.Zbierz ludzi i w razie czego zadzwoń na pogotowie. może będzie żywa. - powiedział Alex ale nie było słychać entuzjazmy w jego głosie. Derek przywołał wyznaczonych ludzi i zadzwonił na pogotowie. Wskazał dokładne miejsce i pojechał.
***
Na miejscu Alex widzi zapłakaną matkę Casidy , jej ojca ,pogotowie i resztę policjantów. Zauważa nagle że jago przybrane córki pocieszają panią Williams czyli matkę Casidy. Podchodzi do nich.
- Hej tato - powiedziały chórkiem. Ojciec odpowiedział i pytał czemu tu są. One odpowiedziały że matka Casidy chciała żeby przyjechały tutaj w razie czego a policja żeby pomogły zidentyfikować ciało.
- To dobrze. Mam do was pytanie. Wiecie coś może o randce Casidy? - spytał w pośpiechu. Dziewczyny spojrzały po sobie. Izabel tylko wzruszyła ramionami.
- Tato ja coś wiem. Casidy powiedziała że ten nowy zaprosił ją na randkę do lasu. Był z nią umówiony u niej w domu o19:00. Powiedziała za akurat dzisiaj ma być bezchmurne niebo. Tylko tyle. - powiedziała Jennifer. " O godzinie 19:00 na spacer do lasu? Dość dziwny pomysł" pomyślał Alex .
- Izabel. Jennifer. Pójdziecie zemną. Podobno znaleźli kogoś - powiedział a siostry poszły za nim. Na miejscu pełno było ludzi z policji i pogotowia. Podeszli bliżej. Izabel wstrzymała oddech a Jennifer stanęła jak słup soli. Na trawie pod drzewem leżało ciało Casidy. Bezwładne bez życia. Na szyi było widać krzepnącą krew. Miała podcięte gardło i rozerwaną szyję." No pięknie kolejna ofiara. Co ja teraz powiem jej matce? Że jej córka została brutalnie zamordowana?Chyba będę musiał." myślał Alex oglądając ciało. Słyszał jak Jennifer wypuszcza powietrze a Izabel lekko szlocha.
- Czemu ten ktoś ją zabił. Przecież ona była taka miła , sympatyczna i niewinna. Czy ten ktoś nie miał sumienia? - spytała Izabel swoją siostrę.
- On niema sumienia - odpowiedziała tajemniczo. Izabel spojrzała na nią lekko wystraszona. Jennifer obdarzyło ją uśmiechem
- Ty wiesz kto to zrobił? - spytała się wystraszona. " Oh gdybyś wiedziała kto to zrobił wystraszyłabyś się na śmierć. Niestety nie powiem Ci kto to zrobił ale wiem że jest to osoba która chodzi do naszej szkoły" myślała Jennifer. Usłyszały zapinanie worka i zobaczył że ratownicy wynoszą zwłoki Casidy w czarnym worku.po policzku Izabel poleciały łzy. Jennifer zauważyła to i szybko je wytarła przytulając siostrę. Kiedy wyszły z lasu rodzice Casidy byli zniecierpliwieni. Komisarz Alex podszedł do nich i opowiedział że znaleźli ciało Casidy. Miała rozerwaną szyję i podcięte gardło. Mama Casidy wybuchnęła płaczem. Ojciec Casidy podziękował komisarzowi i zabrał żonę do samochodu. Odjechali. Komisarz Alex spojrzał na swoich towarzyszy i córki.
- Musimy przesłuchać tego chłopaka. Jest głównym podejrzanym. powiedział. Zaprowadził córki do samochodu. Odwiózł je. W lesie zrobiło się pusto.
***
Do komisariatu wprowadzono podejrzanego. Nikt nie mógł uwierzyć że zrobił to ten chłopak. Komisarz wskazał mu miejsce i rozkazał zdjąć kajdanki. Chłopak usiadł. Gładził swoje nadgarstki które jeszcze go bolały. Komisarz także usiadł i zaczął zadawać pytania.
- Powiedz mi najpierw jak masz na imię - spytał z uprzejmością w głosie. Chłopak tylko wywrócił oczami. Na głowie miał kaptur a na nosie ciemne przeciwsłoneczne okulary.
- Moje imię to Bill. Bill Kaulitz. - odpowiedział. komisarz tylko pokręcił głową." Nie będzie tak łatwo jak myślałem. Chłopak jest pewny siebie" myślał ale zadał kolejne pytanie.
- Wczoraj podobno zaprosiłeś Casidy naszą ofiarę na randkę. Wybrałeś spacer do lasu i miałeś przyjść po nią o godzinie 19:00. Prawda? - spróbował przybrać groźniejszy ton głosu. Chłopak patrzył na niego.
- No i co z tego.- prychnął,
- grzeczniej mi tu proszę!. Jesteś na policji! - krzyknął komisarz. Chłopak tylko wzruszył ramionami.
- No dobrze. Byłem na randce z Casidy i punktualnie o 19:00 przyszedłem po nią a potem poszliśmy do lasu. - powiedział bez entuzjazmu.
- No dobrze a o której godzinie byliście na miejscu?
- Było tak gdzieś wpół do ósmej - odpowiedział tym samym tonem.
- Co potem zrobiłeś- komisarz próbował złapać grubą rybę na haczyk. Bill od razu się skapował.
- Jeśli myśli pan że ja ją zabiłem to jest pan w błędzie.Potem chciałem odprowadzić ją do domu ale odmówiła. Powiedziała że chce pobyć chwilę sama. Więc poszedłem .Potem usłyszałem jej krzyk.
- Nie poszedłeś sprawdzić co się stało
- Nie bo wiedziałem że to zrobiła a przy okazji tutaj w tym lesie przecież kręcą się wilki. Prawda?. Któryś mógł ją zaatakować a ona mogła wyciągnąć nóż i próbować go odstraszyć.prawda?
- Czyli nic więcej nie wiesz? - spytał komisarz podejrzliwie
-Nie nic więcej. mogę już iść?Śpieszę się - powiedział Bill tonem tajemniczym.
- No dobrze ale mam na Ciebie oko. Zrozumiano?
- Zrozumiano - syknął Bill i poszedł. Na jego twarzy było widać szyderczy uśmieszek. Uśmiech zabójcy na którego nie ma dowodów. Zabójcy którego nikt nigdy nie złapał. W końcu zabójcy który nie jest człowiekiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz