Bill wszedł do zamku niezauważony.Zamek był typowo gotycki. Troszkę mroczny i to mu się w tym podobało. Jemu podobało się wszystko co mroczne. A najbardziej lubił zabijać. Nie to co jego brat. On polował tylko na zwierzęta a Bill na ludzi.Przeszedł przez hol koło sali tronowej. Dał słowo Markowi że nie wyjdzie z zamku. Kto w tych czasach dotrzymuje obietnic?. Kiedy głód doskwiera trzeba go zaspokoić. Tak więc skradał się najciszej jak mógł. Wydawało się że wszyscy śpią. Błąd. Tutaj nikt nie spał." Zapewne poszli zapolować. Jeśli tak to punkt dla mnie" myślał zachwycony. Kiedy szedł nie zauważył że ktoś za nim podąża. Jakaś ręka dotknęła jego ramienia. Bill podskoczył ze strachu. Odwrócił się a zanim stał strażnik.
- Chyba Jane zakazała ci wychodzić z zamku? - spytał podejrzliwie. Nie tego się spodziewał.
- Wiem ale musiałem zapolować. - powiedział niby to broniąc się. Nikt nie wiedział do czego zdolny może być strażnik.
- Aha. Zapolować czyli zabić tą niewinną dziewczynę? Bill czy ty musisz polować na ludzi? Nie możesz na zwierzęta? - spytał się strażnik. Chłopak osłupiał."Skąd on wiedział że ją zabiłem? Poczekaj chwilę. przecież byłem dzisiaj na policji i mówiłem że to nie ja i że ona popełniła samobójstwo. Zapomniałem że strażnicy mają mnie pilnować. przecież oni mogą być wszędzie a ja mogę o tym nie wiedzieć. No pięknie" myślał zdezorientowany. Nie wiedział jak zareagować.
- No dobrze zabiłem ją i co z tego? - spytał się od niechcenia. Strażnik spojrzał na niego surowo. Billa przeszedł dreszcz. Nigdy nie lubił jak strażnik tak na niego patrzy. Choć to nie jego wina że akurat ona padła jego ofiarą.
- Ja na to nic nie poradzę ale co innego może powiedzieć Jane. - powiedział surowo. " Jeszcze tego brakowało żeby Jane się o tym dowiedziała. Mam przechlapane " pomyślał z goryczą. Strażnik zaprowadził go do sali tronowej gdzie była Jane. Chłopak jej ufał ale nie lubił jak go karała za krzywdę wyrządzoną ofiarą. Zazwyczaj był zakaż opuszczania zamku.
***
Bill wszedł razem ze strażnikiem do wielkiej sali tronowej.było to ogromne pomieszczenie z pięknie zdobionymi tronami które stały w głębi sali. Posadzka było z marmuru ale tak czysta że można w niej było zobaczyć swoje odbicie. Ściany za to były troszkę przerażające. Miały kolor soczystej czerni. Gobeliny na ścianach nie przedstawiały w cale miłych sytuacji. Była na nich przedstawiona zasada której każdy wampir musiał przestrzegać. W tym dziwnym świecie istniał także pewien tajemniczy gatunek. ten gatunek nazywany był hybrydami. Istniały tylko trzy rodzaje hybryd.
-wampiry i demony w jednym
- wampiry i upadli w jednym
- wampiry i biali w jednym
Co do ostatniej grupy była to najrzadsza grupa w tym świecie. Został tylko jedne gatunek z tej rasy. Tym gatunkiem jest Bill. Nie raz przysparza mu to problemów. Tym razem bał się co wymyśli Jane. Podeszli bliżej trzech osób siedzących na tronach. Wyglądali jak jakaś rodzina królewska. Byli rodziną królewską. Rządzili prawami wampirów i hybryd. Z jednym gatunkiem tylko sobie nie radzili.Nikt nie umiał obchodzić się z białymi. Dla nich biali byli słodkimi niewiniątkami wierzącymi w Boga. Oni byli potworami. Zabójcami ludzi labo zwierząt jak kto woli.Woleli upadłych niż białych. Bill napotkał spojrzenie Jane. Nie była wściekła tylko przygnębiona.Po lewej siedział z surową miną Marcus a po prawej z miną poważną Serafin.Billa przeszły ciarki. Obawiał się co powie pozostała dwójka. W końcu pierwsza zabrała głos Jane.
- Bill chyba coś mi obiecałeś prawda? - spytała ze smutkiem. Bill poczuł uścisk w klatce piersiowej. Tak obiecał jej i złamał daną obietnicę.
- No obiecałem coś a co - próbował złagodzić atmosferę. Tym razem odezwał się Marcus. Nie wyglądał na zadowolonego.
- Obiecałeś i złamałeś obietnicę. Wiedziałem że z tobą będzie nam ciężko w końcu jesteś hybrydą. Najgorsze jest to że ty zabijasz młode niczego nie spodziewające się dziewczęta. Nie zal ci ich - spytał z goryczą w głosie.Bill spojrzał na niego zdezorientowany.
- Nie, nie żal mi ich. Jak inaczej miałem zaspokoić głód? - spytał obojętnym tonem.
- Mogłeś zapolować na zwierzęta - odezwał się Serafin.
- Mogłem ale tego nie zrobiłem. - odpowiedział tonem bez entuzjazmu.
- Bill wiesz że muszę Cię za to ukarać. No więc przez najbliższe 5 dni nie wolno Ci wychodzić wieczorem z zamku. Zrozumiano? - powiedziała gorzko Jane. Bill nie mógł uwierzyć w to co powiedziała." No pięknie. Czyli innymi słowy żadnych randek i żadnych ofiar przez najbliższe 5 dni. No pięknie muszę się zacząć żywić zwierzętami." myślał. Nie smakowała mu krew zwierząt wolał ludzką. Była bardziej słodsza.
- Bill ty jesteś na wpół jednym z nas na wpół jednym z białych. Trudno mi dać Ci odpowiednią karę. Proszę tylko niech się to więcej nie powtórzy. - powiedziała troszkę rozzłoszczona. Bill owi zaświtało coś w głowie. Dziewczyna do której zagadał Tom wyglądała dość dziwnie.
- O jeju przecież to ona! - krzyknął niespodziewanie Bill. Wszyscy na niego spojrzeli.
- Bill o co ci chodzi? - spytał się Serafin. Bill spojrzał na niego
- Chodzi mi oto że widziałem Jennifer. - powiedział po czym dodał - No ale już pójdę do pokoju w końcu jutro muszę iść do szkoły. - podkreślił słowa " iść" i "szkoły" po czym wyszedł z sali i zaczął iść schodami na górę do swojego pokoju.
Bardzo fajny blog :) Zapraszam do mnie : http://phoebe.bloblo.pl/
OdpowiedzUsuńŚwietna notka ! :)
OdpowiedzUsuń+dodajemy do obserwowanych? :)
Teraz trochę spamu :D
OdpowiedzUsuńWitaj :P
Nie wiem czy wiesz, ale zostałaś nominowana do Liebster Award, aby dowiedzieć się więcej zapraszam tu:
http://nie-moge-przestac.blogspot.com/2015/03/liebster-award.html
Pozdrawiam serdecznie i powodzenia :*